Grupa "40 synów i 30 wnuków jeżdżących na 70 oślętach" (w skrócie "40i30na70") powstała w 1999 roku we Wrocławiu. Niedawno ukazała się, druga już, płyta zespołu - Jest takie miejsce - wydana przez Dom Wydawniczy Rafael.
SEMESTR: Co było inspiracją do powstania zespołu "40i30na70"?
Robert Ruszczak: Kiedy byłem na 5. roku studiów, dotarły do mnie świadectwa muzyków chrześcijan, których wcześniej znałem i słuchałem, ale nie kojarzyłem z chrześcijaństwem. Maleo z Izraela, Budzy z Armii nagle zaczęli mówić o Bogu - to bardzo we mnie trafiło. Grałem wtedy w zespole folkowym "Chudoba" i zacząłem się zastanawiać, czy śpiewanie o czymkolwiek innym niż Bóg ma sens. Odszedłem z zespołu, bo chciałem grać tylko dla Niego. Zaczęliśmy o tym rozmawiać z kolegami, których spotkałem w D.A. Wawrzyny i po kilku miesiącach prób ustabilizował się pierwszy skład. W międzyczasie Marcin napisał piosenkę, ja napisałem 2 piosenki... Były konkrety. Z 3 utworami zgłosiliśmy się we Wrocławiu na Sacrosong w 1999 r. I tak się to wszystko zaczęło.
- Jaki rodzaj muzyki gracie?
- Gramy muzykę akustyczną... [śmiech]. Próbowano nas kojarzyć z folkiem, ale my nie gramy czystego folku, nie ma w naszej muzyce stylistyki folkowej - charakterystycznych dźwięków, układów linii melodycznych. W naszych piosenkach można odnaleźć elementy bardzo wielu gatunków muzycznych: jest ballada, reggae, ska, trochę folku i muzyki transowej. Nie umiem tego nazwać ostatecznie.
- Używacie różnych dziwnych instrumentów. Skąd je wzięliście?
- Ja wszystkie swoje instrumenty zgromadziłem, grając w "Chudobie". Generalnie nie szukaliśmy brzmienia poza tym, co mieliśmy. Po prostu spotkało się kilka osób i każdy już jakieś instrumenty posiadał... Jedynie Artur, grający na przeszkadzajkach, zawsze, kiedy coś fajnego zobaczy, to kupuje.
- Opowiedz o płycie Jest takie miejsce.
- Wiem, po opiniach znajomych, że są dwa typy odbioru: jedni mówią, że płyta jest bardziej skomplikowana od pierwszej, przez to trudniejsza w odbiorze. Ci oczekiwali czegoś prostszego: zwrotka, refren, prosty tekst, łatwa melodia... Z drugiej strony słuchacze zauważają, że zrobiliśmy krok do przodu, jeśli chodzi o stronę artystyczną - ciekawsze aranżacje, większa swoboda grania, otwartość na improwizację. Dla nas najważniejsze są teksty i tutaj, mam nadzieje, mówimy wprost o naszej wierze, nie ma dwuznaczności. A muzycznie rzeczywiście pozwoliliśmy sobie na więcej improwizacji wokalnych, instrumentalnych, jest więcej pomysłów, które urozmaiciły utwory. Ta płyta jest bardziej jednolita kompozycyjnie - dzięki temu, że gramy dużo koncertów i jesteśmy teraz lepiej zgrani, lepiej się rozumiemy. Wszyscy członkowie zespołu maja podobny wkład w aranżacje - jesteśmy bardziej jedną całością. Poza wspólnym graniem przyjaźnimy się.
- To już druga Wasza płyta, sporo też koncertujecie. Kiedy zaczynaliście grać, czego się spodziewaliście?
- Właściwie nie było myślenia o odległej przyszłości. Niczego nie planowaliśmy. Nie myśleliśmy o tym, czy będziemy grać tylko dla siebie czy dla znajomych, czy może dla tłumów... Takie myślenie do niczego dobrego nie prowadzi - generalnie chcemy się otworzyć na pomysł Pana Boga na nas. Odkryliśmy swoje talenty, dane nam do pomnożenia, i nie chcemy ich zakopywać. Chcemy grać koncerty, nagrywać, sprzedawać płyty - taka sytuacja daje pewność, że robimy coś, co się ludziom podoba, co jest komuś potrzebne. Mam nadzieję, że z naszą muzyką tak właśnie jest. Myślę, że żaden zespół nie ma szans na przetrwanie, jeśli nie zostanie doceniony przez słuchaczy.
- Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę!
Rozmawiała: Barbara Blaczkowska
Skład zespołu: Artur Bednarski, Marek Bryłka, Łukasz Damurski, Marcin Oleksy, Andrzej Ruszczak, Robert Ruszczak, Artur Czerwiński (akustyk). Więcej na stronie: www.40i30na70.kdm.pl