SEMESTR patronuje:








Szukaj lokum z:
Mieszkania i pokoje do wynajęcia
 Znajdź pracę:

 pracuj.pl - pracujesz jak chcesz!

     Na Luzie    |     Do Pracy!    |     Na Studiach    |     Podróże    |     Wywiad    |     Kariera
  szukaj

Zastrzyk adrenaliny

- Ludzie uprawiający ekstremalne sporty to totalni zajawkowicze - mówi Paweł od lat szukający mocnych wrażeń. - Chciałbym latać na wszystkich kontynentach - z uśmiechem wyznajeZbyszek, paralotniarz. Rodzajów sportów ekstremalnych jest bez liku. Kim są ludzie, którzy je uprawiają?

Zwyczajni niezwyczajni

Klaudia Kmita ma 22 lata i na co dzień zajęta jest studiami. Próbuje też swoich sił w dziennikarstwie. - BMX to przede wszystkim wykonywanie najróżniejszych trików, w zależności od tego, jaki styl jazdy uprawiamy. W moim przypadku wszystko zaczęło się od streetu, czyli od poręczy, schodów, murków. Ogólnie ulica - opowiada Klaudia, której pasją są akrobacje na specjalnie skonstruowanych rowerach. - Wielu ludzi, widząc młodą osobę na BMX-ie, dziwi się i często można usłyszeć komentarze: "taki duży, a na takim małym rowerku jeździ"- dodaje z uśmiechem.

     Zbyszek Jagodziński ma 30 lat i jest inżynierem budownictwa. Nie narzeka na brak pieniędzy, dlatego w wolnych chwilach całym sercem poświęca się paralotniarstwu.

- Dla mnie to po prostu sposób oderwania się od rzeczywistości. W powietrzu nie myślisz o niczym innym prócz latania - wyznaje Zbyszek. Spytany o to, dlaczego zdecydował się na paralotnię, natychmiast odpowiada: - Od dziecka chciałem latać. Kleiłem modele i kiedy pojawiła się okazja, postanowiłem zapisać się na kurs szybowcowy. Szybowce są jednak za drogie. Na szczęście w necie natknąłem się na paralotnie i tak się to zaczęło.

     34-letni Paweł Niemira od dziesięciu lat prowadzi audycję "Extrema" w radiu Kampus. Jest też redaktorem naczelnym portalu Freestyle.pl i organizuje imprezy sportowe. - Kilkanaście lat temu, gdy głównie jeździłem na rowerze, kolarstwo grawitacyjne miało zupełnie inny wymiar niż obecnie. Próbowaliśmy wszystkiego: od trialu [rowerowy wyścig z czasem i przeszkodami - przyp. red.] przez downhill [zjazd rowerem po stromym stoku], dual [zjazd rowerowy parami] po dirt [akrobatyczne skoki na rowerze], często na dość ubogim sprzęcie - opowiada. Rowery były dla niego jednak tylko wstępem do przygody: - Ponieważ zaczynałem od MTB [górskie kolażówki] i BMX, naturalną była chęć spróbowania motocrossu. Potem przyszła faza na deskę i snowboard. Teraz czekam na lato, żeby wyjechać do Portugalii na surfing. Kto wie, może w tym roku uda mi się zrobić kurs i będę mógł samodzielnie skakać ze spadochronem? Jaram się tym od jakiegoś czasu. Każda z tych dyscyplin jest trochę inna, ta różnorodność jest dla mnie bardzo ważna. Dzięki niej mam wypełniony sportem okrągły rok - opowiada z entuzjazmem Paweł.

Ćwiczenie czyni mistrza

Sporty ekstremalne są wymagające i zmuszają do wielu lat ćwiczeń.Zbyszek tak opowiada o początkach swojej kariery pilota: - Zacząłem sześć lat temu. Żeby móc latać, trzeba przejść specjalny kurs,najpierw tydzień na dwuosobowej paralotni, potem kolejny tydzień samodzielnego latania. Na koniec egzamin państwowy z teorii i praktyki. Trzeba znać przepisy lotnicze, mieć podstawową wiedzę o meteorologii i wylądować w wyznaczonym przez egzaminatorów miejscu.

Z kolei Klaudia wspomina: - Zaczęłam w 2005 roku, ale miałam też przerwy w jeździe. Staram się ćwiczyć jak najwięcej: latem zawsze, gdy tylko mam czas. Czasem to kilka godzin, czasem pół dnia. W zimie nie jeżdżę i myślę, że to nie dobrze, ponieważ trzeba zachowywać jakąś ciągłość, aby być w tym naprawdę dobrym.

- Trudno to nazwać ćwiczeniem - o swojej aktywności opowiada Paweł. - W moim wieku raczej chodzi o to, żeby po prostu się ruszać. Ale w czasach, gdy podchodziłem do tego po sportowemu, zwracałem na trening większą uwagę i jeździłem w każdej wolnej chwili - dodaje.

Spytany o to, co jest najtrudniejsze w lataniu, Zbyszek odpowiada: - Ocena warunków, jakie panują w powietrzu. Trzeba wiedzieć, kiedy nie startować, bo potem może być kłopot z lądowaniem. W końcu zawsze możesz nie wystartować, ale nigdy nie możesz nie lądować.

Natomiast Klaudia opowiada o triku, którego próbuje się nauczyć: - Dla mnie problem stanowi backflip. Po rozpędzeniu się wjeżdżasz na wybicie i w powietrzu, mówiąc najprościej, robisz fikołka razem z rowerem. Oczywiście do tyłu. Przy pochyleniu do przodu byłby to frontflip, który zresztą jest o wiele trudniejszy i mało kto w Polsce go potrafi. Trzeba dużej odwagi, opanowania techniki i spokoju, aby wykonywać takie triki. Przede wszystkim ważne jest, aby w ostatniej chwili nie spanikować.

Paweł podchodzi do sprawy bardziej filozoficznie: - Wydaje mi się, że w każdym sporcie najważniejsze jest nastawienie do tego, co się robi i po co. A najtrudniejsze to znaleźć własną drogę do realizacji. Jeśli chcesz jeździć po to, żeby poszanować, a nie masz do tego serca, szybko się zniechęcisz.

Sprzęt dobry, ale drogi

Żeby bawić się w sporty wyczynowe, potrzeba pieniędzy. - Na początek warto kupić średniej klasy rower, aby rozeznać się, czy to jest to, co chcemy robić. Mam na myśli taki, który nie będzie drogi, tzn. około 2 tys. zł, będzie miał odpowiednią wagę, bo waga ma duże znaczenie. Później zazwyczaj wymienia się w nim poszczególne elementy, zastępuje lepszymi - radzi Klaudia.

Paweł uzależnia koszty od wybranej dyscypliny: - Fajnie jest mieć dobry sprzęt od samego początku. Deskorolka jest chybanajtańsza i żeby zacząć uczyć się najprostszych trików, niewiele potrzeba. BMX podobnie, rower w sumie można kupić za parę stówek i pojechać na street albo do skateparku. Snowboard wymaga już kasy na wyjazdy, podobnie z uprawianiem DH [downhill - przyp. red.].

Zbyszek nie ma złudzeń co do kosztów: - Paralotnia dla początkującego kosztuje od dwóch do trzech tysięcy złotych. Kurs latania to kolejne tysiąc dwieście. Ja obecnie używam szybszej paralotni sportowej. Kupiłem używaną za sześć tysięcy złotych.

Kupując drogi sprzęt, warto zwracać uwagę na każdy detal: - Wszystko zależy od tego, ile masz kasy. Druga rzecz to świadome wybieranie sprzętu, trzeba brać pod uwagę styl jazdy, wagę, wzrost i tak dalej. Myślę, że w każdym dobrym sklepie sprzedawcy chętnie pomogą ogarnąć te rzeczy. O, i styl! Musi być styl! Jak idziesz pojeździć, musisz czuć się dobrze, choćbyś jechał w dziurawych butach. Zajawa to podstawa - mówi bez ogródek Paweł.

- Wyżsi mają zazwyczaj większe ramy, ale zależy to i tak od upodobania ridera. Najlepiej, jeśli rower jest jak najlżejszy, ale wtedy jego wytrzymałość jest mniejsza. Lekkość i jakość idą oczywiście w parze z wyższą ceną roweru - opowiada Klaudia.

Razem raźniej

     Sporty ekstremalne są coraz popularniejsze w Polsce. Miłośnicy akrobacji i latania organizują się w grupy, wspólnie wyjeżdżają za miasto, za granicę, na zawody. - Mamy stowarzyszenia i kluby, na przykład Karkonoski Klub Paralotniarzy i Stowarzyszenie Paralotniarzy Sudeckich. Członkostwo zapewnia nam dostęp do grupowych ubezpieczeń chroniących przed kosztami zniszczenia cudzej paralotni lub dachu budynku, na którym się przez przypadek wylądowało. Www.paralotnie.atomnet.pl to strona, na której piloci umawiają się na wspólne latanie - zdradza Zbyszek.

- Zwykle największe spędy są na zawodach. Chociaż ubiegły rok nie był zbyt dobry przez kryzys i wielu sponsorów zmniejszyło budżety, to jednak sporo się dzieje. Dzięki Internetowi informacje o imprezach i zawodach szybko się rozchodzą. A jak chcę wyjść na deskę, to dzwonię do szwagra - śmieje się Paweł.

- Riderzy, jak najbardziej, organizują się, czego dowodzą ubiegłoroczne zawody Bike Floou Jam w skateparku w Słomnikach pod Krakowem czy też Techramps BMX Street Jam w Skawinie - dodaje Klaudia.

Choć sporty ekstremalne są trudne i wymagające, to nie brakuje w nich zabawnych momentów. - Kiedyś zablokowały mi się szczęki hamulca, była niedziela, wszystkie sklepy rowerowe po drodze zamknięte, nie miałam przy sobie pieniędzy nawet żeby kupić bilet, do domu daleko, więc musiałam nieść rower na plecach przez pół miasta. Wtedy może nie było to dla mnie takie zabawne, ale teraz, jak o tym myślę, to była całkiem śmieszna sytuacja - wspomina Klaudia.

- Zabawnych momentów jest mnóstwo. Zwykle przy lądowaniu na czyimś polu pada pytanie: "Skąd pan wyskoczył?". Ludzie nie mogą też uwierzyć, że w paralotni nie ma silnika i ciągle przyglądają się z niedowierzaniem płótnu. Pytają, ile to pali - śmieje się Zbyszek.

- Raczej nie są to historie do opowiadania na forum - odpowiada tajemniczo Paweł.

Czasami bywa niebezpiecznie

     Oprócz zabawnych momentów zdarzają się też niestety wypadki. - Połamane palce, żebra i obojczyk, utrata przytomności po wylądowaniu na głowie - wymienia Paweł. - Na szczęście nic strasznego się nigdy nie stało. Ale teraz zaczynam czuć te wszystkie kontuzje, bóle stawów i takie tam - opowiada.

Zbyszek wspomina jedyny raz, kiedy musiał użyć awaryjnego spadochronu: - Nie mogłem się przestać kręcić przy jednej akrobacji i instruktor przez radio kazał mi wypuścić spadochron. Spadałem z 500 metrów i zwijałem powoli paralotnię. Ale nie było to szczególnie niebezpieczne.

Spytana o kontuzje Klaudia mówi: - O tak, było ich sporo, ale taką najdziwniejszą było pęknięcie kości nadgarstka, po tym, jak jadąc na rowerze, nie zauważyłam wysokiego krawężnika. Stało się to jak na złość przed samym Festivalem Rowerowym, który zresztą polecam wszystkim miłośnikom jazdy na rowerze. Poza tym były różne inne uszkodzenia, zadrapania, siniaki.

Czy pomimo kontuzji i zapierających dech w piersi akrobacji, sporty ekstremalne są rzeczywiście aż tak ekstremalne? - Najniebezpieczniejszy moment, jaki przeżyłem, był wtedy, kiedy zassała mnie chmura. Przez półtorej minuty nie wiedziałem, gdzie jest góra, a gdzie dół. Niebezpieczny jest też silny wiatr, masz wtedy obawy, czy lecisz wystarczająco szybko, inaczej może cię obrócić i splątać paralotnię. Poza tym zmrożenie skrzydła i pilota w chmurze, deformacja skrzydła - jednym tchem wymienia Zbyszek.

Paweł wszelkie obawy kwituje prostym stwierdzeniem: - Każdy sport może być niebezpieczny. Jak zaśniesz przy szachach, możesz sobie wbić pionka w oko. Ważne, żeby brać pod uwagę panujące warunki i używać odpowiednich zabezpieczeń.

Marzenia i pragnienia

Przygoda ze sportami ekstremalnymi nigdy się nie kończy. Prawie każdy wyczynowiec do czegoś dąży. - Teraz częściej pomagam przy organizacji imprez i promuję taki styl życia. Chciałbym, aby jak najwięcej ludzi uprawiało sporty ekstremalne. Myślę, że mamy wielu utalentowanych riderów, skaterów, snowboardzistów i narciarzy. Warto, aby władze odpowiedzialne za rozwój sportu w Polsce dostrzegły ten potencjał. Nie każdy musi grać w piłkę, z całym szacunkiem dla niej - opowiada o problemach sportowców w Polsce Paweł.

Zbyszek nie ukrywa, że jego celem jest latać na wszystkich kontynentach: - Byłem w Australii, teraz czas na Amerykę Południową. W Australii udało mi się przelecieć 130 kilometrów, teraz zmierzam do 200.

Rodzaje sportów ekstremalnych

Sportów ekstremalnych jest bez liku. Oto kilka z nich:

Base jumping - czyli skakanie ze spadochronem z budynków, skał i wodospadów. Uważany za najniebezpieczniejszy sport na świecie

Buggykiting - jeżdżenie z zawrotną szybkością na małym czterokołowym pojeździe przyczepionym do wielkiego latawca. Niektórzy rozpędzają się nawet do 120 kilometrów na godzinę

Hydrospeed - spływanie porywistym strumieniem na specjalnie skonstruowanej desce;

Zorbing - turlanie się w sprytnie skonstruowanej kuli po płaskim lub pochyłym terenie;

Wystrzeliwanie - dosłownie katapultowanie w powietrze na linach zawieszonych pomiędzy blokami. Trochę przypomina bungee, ale jest o wiele bardziej emocjonujące;

Cave diving - nurkowanie w ciemnych, wąskich jaskiniach;

Dream jumping - skakanie na linie z wysokiego budynku. Podobne do bungee.

Jakub Tabisz




   KONKURSY

 NEWS

   :: Grudzień
   23Jarmark Świąteczny Łódź

 
   :: Styczeń
  Brak wydarzeń

 
   :: Luty
  Brak wydarzeń

 
   :: Marzec
  Brak wydarzeń


 DODAJ WYDARZENIE

Login:
Hasło:



Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt