Wypalenie zawodowe - groźne, bo lekceważone
Tylko ci, którzy go doświadczyli, wiedzą, jakie to ciężkie przeżycie. A na początku wygląda jak zwykłe lenistwo...
Męczące zaangażowanie
Dotyka głównie profesji polegających na kontakcie z innymi ludźmi (na przykład lekarz, nauczyciel) lub wykazywaniu się kreatywnością (artysta, menedżer). Narażeni są też ci, którzy wkładają w pracę całe serce. Studenci, zwłaszcza ostatnich lat, także często czują, że mają już dość studiowania. Unikanie obowiązków połączone z poczuciem winy, stres paraliżujący wszelkie działanie - to symptomy wypalenia zawodowego. Inne objawy to częste choroby, bóle głowy i brzucha, złość i niechęć, uczucie zawodu wobec samego siebie, wycofywanie się, częsta nieobecność w pracy i kłopoty rodzinne.
Powoli, ale stale
Proces wypalenia jest długotrwały i przebiega etapami. Najpierw pojawiają się częste przeziębienia i bóle głowy lub schorzenia układu pokarmowego. Towarzyszy im wyczerpanie i zauważalna zmiana nastawienia do dotychczas lubianej pracy. Na tym etapie uważamy, że nie powinniśmy "użalać się nad sobą". Tymczasem powinno nas to zaalarmować.
To moment, kiedy jeszcze łatwo możemy sobie pomóc, po prostu znajdując chwilę na wytchnienie w ciągu dnia. Naukowcy twierdzą, że należy bardziej zwracać uwagę na potrzeby własnego organizmu i sferę interpersonalną. Najkorzystniej jest wypracować system kooperacji w pracy, pomagać lub zastępować kolegów, którzy czują się zmęczeni.
Słuchaj siebie
Ponadto zadbajmy, by po intensywnej pracy następował równie intensywny wypoczynek.
- W naszej polskiej mentalności funkcjonuje wiele stereotypów, jeden z nich każe nam gardzić relaksem. Przyznanie się do potrzeby zwykłego codziennego odpoczynku jest postrzegane jako przejaw słabości. Abyśmy byli społecznie pożyteczni, musimy być ciągle zajęci, a to błąd - mówi mgr Ewa Szpitalny (nauczycielka po dwóch fakultetach, samotna matka dwójki dzieci, przez rodzaj pracy i liczbę obowiązków narażona na wypalenie).
Jeżeli zbagatelizujemy swoje złe samopoczucie, przyjdzie kolej na następne etapy. Pojawi się smutek, chroniczne wyczerpanie, wrażenie ogólnej beznadziei. Coraz rzadsze i krótsze będzie nasze poczucie radości w ciągu dnia, a przy tym nie będziemy już rozumieli, skąd to wszystko się bierze. Jeżeli i wtedy będziemy bagatelizować to, co się z nami dzieje i nie zadbamy o siebie, nie posłuchamy własnego organizmu, przejdziemy do ostatniego etapu, w którym wszystkie wyżej wymieniane objawy zaczną odciskać się na naszym zdrowiu fizycznym.
Egoiści są zdrowsi
Nie czekajmy zatem, aż zostaniemy przymusowo urlopowani w szpitalu. Wystarczy, jeśli codziennie będziemy sobie sprawiać drobne przyjemności i odpoczywać wtedy, kiedy organizm się tego domaga, bez odkładania na później. Nie zaszkodzi też trochę ruchu. Ćwiczmy tak, jak kto lubi i na ile potrafi. Wszystko w myśl najlepiej pojętego zdrowego egoizmu.
A praca? Bycie świeżym i "na chodzie" jest z pewnością lepsze niż narażanie się na późniejsze spadki efektywności.
Elżbieta Banach