Na Początek
Na Studiach
Na Luzie
Na Serio
Na Fali
Do Pracy!
Wywiad
Wydarzenia

KARIERA

Warszawa
Wrocław
Kraków
Śląsk
Poznań
Łódź
Szczecin
Gdańsk
Białystok
Kielce
Gliwice
Częstochowa
Toruń
Olsztyn
Opole
Lublin
Bydgoszcz
Rzeszów


ZNAJDŹ
WOLONTARIAT
Szukaj lokum z:
Mieszkania i pokoje do wynajęcia


 Znajdź pracę:

 pracuj.pl - pracujesz jak chcesz!

     Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt
  szukaj


To szaleństwo! Nie, to memy

Ach, studencka fantazja. Wracając wczoraj z imprezy, z rozbawieniem odkryłeś, że grupka studentów próbuje zjechać z pobliskiej górki, siedząc w… wannie! Odważna próba zjazdu oczywiście się nie powiodła i wesoła ekipa przebyła kilka metrów szorując nosami po śniegu. Całe szczęście, że miałeś przy sobie komórkę i udało Ci się wszystko sfilmować. Niech znajomi też się pośmieją. Po powrocie do domu udostępniasz film w Internecie i podsyłasz linka kilku kumplom. Jeden z nich wrzuca go na uczelniane forum, drugi publikuje go w chatroomie. Lawina ruszyła. Za kilka dni ze zdziwieniem stwierdzisz, że film obejrzało już ponad dwa miliony osób. Miesiąc później hasło „Zjazd w wannie” pojawi się w internetowej encyklopedii. Gratulacje, właśnie udało Ci się wykreować internetowego mema.

Zabawne filmiki, obrazki czy nagrania zawsze były chętnie poszukiwane w Internecie. Przyjemnie jest pośmiać się podczas przerwy w pracy czy oderwać się na chwilę od nauki. A czy kiedykolwiek zastanawialiście się, ile osób na całym świecie tak właśnie spędza przerwę na kawę? Memy internetowe to wbrew pozorom coraz poważniejszy temat. Kultowe forum internetowe 4chan.org odwiedza ponad pięć milionów osób miesięcznie, wchodząc na stronę główną trzynaście milionów razy dziennie! Założyciel 4chana, ukrywający się pod pseudonimem „moot”, trafił na listę 100 najbardziej wpływowych osób świata magazynu „Time”. Średnia oglądalność na youtube każdego z odcinków „Equals 3”, czyli prowadzonego przez Raya Williama Johnsona kanału poświęconego zabawnym filmikom, to ponad dwa miliony odtworzeń! Takie liczby muszą robić wrażenie nawet na zupełnych laikach, czy – jak powiedzieliby fanatycy Internetu – „n00bach”.

This is Sparta!

Popularność popularnością, ale czym właściwie jest mem internetowy? – Samo słowo „mem” pochodzi z książki „Samolubny gen” Richarda Dawkinsa. W pewnym uproszczeniu jest to koncept kulturowy (taki jak religia albo noszenie czapki daszkiem do tyłu), który rozprzestrzenia się poprzez naśladownictwo – mówi Bartosz Zalewski, współtwórca bloga Banter Banter. – W przypadku memu internetowego są to po prostu jakieś zdarzenia, które mają wspólne punkty, wspólnych odbiorców i rozprzestrzeniają się w sposób zaraźliwy. To może być wszystko: obrazy, fotoszopki, filmik, słownictwo, nagrania dźwiękowe. Chodzi o to, żeby było śmieszne. Czasem memy mają też wartość marketingową, czasem są sztucznie stworzone. Zawsze jednak ich zadaniem jest rozśmieszyć odbiorcę. Większość z nich ma bardzo krótkie życie, tylko niektóre potrafią przeżyć na tyle długo, żebyśmy mogli mówić, że są pełnymi memami, reszta jest po prostu krótkim wydarzeniem w sieci. Bawią nas przerośnięte okrzyki Leonidasa z filmu „300”, Jožin z bažin i dowcipy o Chucku Norrisie. Jednym z pierwszych memów w historii Internetu był animowany gif przedstawiający tańczącego bobasa. Jednak niektóre nawet najśmieszniejsze z pozoru filmiki i obrazki nie zyskują takiej popularności i większość internautów nigdy o nich nie usłyszy. – Wszystko zależy od milionów zmiennych, którymi są odbiorcy – komentuje Bartosz. – Jeśli jeden z nich uzna, że jest to śmieszne, przesyła dalej, publikuje na facebooku czy stronie internetowej i mem zaczyna się rozprzestrzeniać. Służy temu struktura sieci, w której każdy może samemu dodawać i odbierać informacje. Efekt jest taki, że ciężko stwierdzić, co stanie się popularne w danym momencie. Można jednak zauważyć kilka trendów. Filmiki z dziećmi albo z kotami czy niecodzienne konstrukcje słowne są niezwykle popularne i rzadko zdarza się, że komuś się nie podobają. Z drugiej strony, wśród osób spędzających dużo czasu w sieci często popularne są memy bardzo oderwane od rzeczywistości, w których nie do końca wiadomo, o co chodzi. Co tak fascynuje nas w memach? Dlaczego w ogóle poszukujemy zabawnych rzeczy w Internecie? – Ludzie przeglądają takie rzeczy, bo nudzą się w pracy – odpowiada Bartosz. – Większość z nas pracuje przed komputerem i robi sobie co godzinę krótką, maksymalnie kilkuminutową przerwę. Nie możemy w tym czasie zacząć czytać książki albo obejrzeć całego filmu. Dlatego wybieramy taką krótką formę, gdzie można zajrzeć na chwilę, pośmiać się, podlinkować znajomemu i wrócić do pracy. Zauważmy, że te filmy czy teksty nigdy nie są długie. Trwają czasem nawet po 40 sekund, więc można je obejrzeć na komórce, można obejrzeć je właśnie w pracy, nie będąc przyłapanym. O ich popularności decyduje ich dostępność i nasze, nie oszukujmy się, dość prymitywne poczucie humoru. Każdy z nas ma w sobie coś, co sprawia, że cieszymy się z porażek innych. Praktycznie wszyscy się śmieją z pewnych rzeczy, jeśli tylko są w zasięgu przeciętnego użytkownika Internetu.

YA RLY!

Częstym tematem memów są obrazki zwierząt, szczególnie uchwyconych w dziwnych pozach. Jednymi z najbardziej popularnych memów są tak zwane Lolcaty, czyli zdjęcia kotów opatrzone zabawnym podpisem, najczęściej z błędami w pisowni. Niezwykle popularne na forach internetowych jest zdjęcie sowy śnieżnej z otwartym dziobem i podpisem „O RLY?”, mającym sugerować powątpiewanie w wypowiedź przedmówcy. W memach częstym gościem jest też animacja. Przykładem może być choćby słynna „Leekspin”, nazwana w Polsce „Dziewczynką z porem”. To nic innego, jak kilka klatek z animowanej serii „Bleach” przedstawiających jedną z bohaterek wymachującą warzywem. Wystarczyło dołożyć do tego utwór fińskiego kwartetu „Loituma”, aby film zyskał niesamowitą popularność. Czasami bohaterowie memów wcale nie są zadowoleni ze swojej popularności. Tak właśnie było w przypadku filmu „Star Wars Kid” przedstawiającego kanadyjskiego piętnastolatka, Ghyslaina Razy, wymachującego przyrządem do zbierania piłek golfowych i naśladującego w ten sposób jednego z bohaterów filmu Gwiezdne Wojny. Film przypadkowo odnalazł jeden z kolegów nieszczęsnego bohatera i umieścił go w sieci. Po udostępnieniu filmu szerszej publice Ghyslain był szykanowany przez swoich kolegów i przez pewien czas musiał pozostać pod opieką psychiatryczną. Jego rodzina zażądała od kolegów odszkodowania w wysokości 250 tysięcy dolarów kanadyjskich. Zdarza się jednak i tak, że mem pomaga w karierze. Przykładem mogą być Gary Brolsma i Tay Zonday. Pierwszy z nich udostępnił w sieci swój teledysk do utworu mołdawskiej grupy O-Zone „Dragostea din tei”. Choć teledysk to chyba zbyt wiele powiedziane: Gary starał się po prostu naśladować mimiką twarzy tekst piosenki. Kiedy film stał się popularny, Gary wystąpił w kilku programach telewizyjnych i w tej chwili zarabia dzięki swojej stronie internetowej, na której publikuje kolejne filmiki. Tay Zonday (a właściwie Adam Nyerere Bahner, bo tak brzmi jego prawdziwe imię i nazwisko) zyskał popularność dzięki wykonaniu utworu „Chocolate Rain”. Dzięki niesamowitemu głosowi szybko znalazł zatrudnienie w branży reklamowej i podpisał kontrakt z wytwórnią płytową.

Jestem hardkorem!

Stricte polskich memów nie ma zbyt wiele. Możliwość kręcenia filmów przy pomocy komórki i coraz łatwiejsze publikowanie ich w Internecie, a z drugiej strony słaba znajomość programów do obróbki graficznej spowodowały, że polskie memy to zazwyczaj właśnie filmy, często kręcone na ulicy czy pod blokiem. Przykładami mogą być chociażby: młody człowiek wspinający się na budynek po kablu z okrzykiem „Jestem hardkorem”, pijany mężczyzna układający zabawne rymy, nazwany przez internautów „Pająkiem z Nowej Soli” czy Jan Kreczmar, czyli Cygan z Torunia, dosadnie komentujący polską rzeczywistość.Często śmiejemy się z ambicji artystycznych, politycznych i aktorskich naszych rodaków, szczególnie jeśli nie przystają one zbytnio do rzeczywistości. Doskonale obrazuje to wywiad z kandydatem na prezydenta Białegostoku Krzysztofem Kononowiczem czy jeden z pierwszych polskich memów: teledysk discopolowego zespołu „Primo” do utworu „Lubelski full”. – Większość polskich popularnych filmików opiera się na tym, że ktoś się denerwuje i zaczyna przeklinać, albo coś się komuś dzieje i jest to dziwne. Raczej śmiejemy się z innych, ich pomyłek, głupoty, ciężko byłoby wymienić coś takiego jak lolcaty, raczej bawią nas nieszczęścia innych – podsumowuje Bartosz Zalewski. – Dużo kopiujemy zachodnich wzorców, jak choćby demotywatory, taka bardzo popularna ostatnimi czasy strona, która jest po prostu kopią amerykańskich demotywujących plakatów. To jest głównie odtwórcze, mało mamy rodzimych memów, w związku z tym, że u nas przeciętny człowiek, który pracuje przy komputerze, dopiero się z tym Internetem zapoznaje, więc ciężko, żeby tworzył fotoszopki czy ambitniejsze animacje.

Maciej Zasada




  SEMESTR patronuje:








 NEWS

   :: Lipiec
  Brak wydarzeń

 
   :: Sierpień
  Brak wydarzeń

 
   :: Wrzesień
  Brak wydarzeń

 
   :: Październik
  Brak wydarzeń


 DODAJ WYDARZENIE

Login:
Hasło:



Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt