Miłość nie zna granic
Studia można zaliczyć do najbardziej burzliwego okresu w sferze emocjonalnej i bynajmniej nie chodzi tu o sesję, która co kilka miesięcy napawa strachem młodych ludzi. Nowe znajomości, przyjaźnie, związki – to wszystko pochłania, doświadcza, komplikuje i prostuje życie. Jeżeli dodamy do tego perspektywę wyjazdu na stypendium zagraniczne, to często okazuje się, że stoimy przed poważnym dylematem.
Wiele osób uważa, że związek może istnieć tylko wtedy, gdy zakochani często się spotykają, rozmawiają, towarzyszą sobie w codziennych chwilach smutku i radości. Jeśli dzielą ich tysiące kilometrów, relacje między nimi wyglądają trochę inaczej. Spotkania są możliwe jedynie raz na dwa miesiące (lub jeszcze rzadziej), rozmowy odbywają się przez Skype’a, a o przytuleniu czy pocałunku nie ma mowy.
Bliskość na odległość
O tym, jak w rzeczywistości wygląda taka relacja, przekonała się na własnej skórze Karolina, studentka II roku ekonomii na Uniwersytecie Wrocławskim. Od sześciu miesięcy jest w związku z Roberto, studentem zarządzania z Włoch. – Poznaliśmy się podczas wakacji w trakcie projektu wolontariatu europejskiego na Słowacji. Pomagaliśmy tam przy renowacji słowackich zamków, otrzymując w zamian wyżywienie i zakwaterowanie, ale przede wszystkim niesamowite wspomnienia i znajomości. Spędzałam z Roberto, tak jak ze wszystkimi, dwadzieścia cztery godziny na dobę, więc mieliśmy szansę poznać się całkiem dobrze. Dzięki temu nasza znajomość przerodziła się w coś poważniejszego – tłumaczy Karolina.Zwykle, gdy wyjazdy zagraniczne dobiegają końca, każdy udaje się do swojego kraju, zapominając o wakacyjnej miłości. Zdarzają się jednak wyjątki. – Po projekcie wiedziałam, że jeśli szybko się nie zobaczymy, to nasza przygoda dobiegnie końca. Z tego powodu, gdy Roberto postanowił kupić mi bilet do Włoch, zgodziłam się – opowiada Karolina. – Nie mogę powiedzieć, że podjęcie decyzji przyszło mi zupełnie łatwo. Nie miałam jednak wiele do stracenia, a do tego Włochy zawsze warto zobaczyć – dodaje z uśmiechem.
Po co?
Związki na odległość potrafią wywrzeć negatywny wpływ na psychikę tych, którzy się na nie decydują. Oprócz zaufania i ogromnej dozy cierpliwości, trzeba liczyć się z nieustanną tęsknotą i brakiem ukochanej osoby na co dzień. – Wiedziałam, że związek na odległość będzie bardzo trudny, ale chciałam się przekonać, czy naprawdę nie warto się poświęcać. Bałam się związać z kimś, kto jest oddalony o tysiące kilometrów. Gdy stwierdziłam, że mogę mu zaufać w 100%, moje obawy zniknęły – wyjaśnia Karolina. – Przed rokiem nie wierzyłam w sens takich relacji. Uważałam, że nie mają one podstaw, aby przetrwać. Teraz oczywiście zmieniłam zdanie. Jeśli dwoje ludzi się kocha, to są w stanie pokonać wszystkie przeciwności, nawet męczącą wielomiesięczną rozłąkę. Muszą jednak posiadać chęć i zdolność do wyrzeczeń. Jeśli ktoś decyduje się na taki związek, musi bezwzględnie ufać drugiej osobie, być silnym i nie przejmować się tym, co mówią inni ludzie – mówi wciąż zakochana i szczęśliwa Karolina.
Nieustanna tęsknota
Obecnie, kiedy młodzi ludzie starają się zdobywać coraz to lepsze wykształcenie, nabywać doświadczenie za granicą, związki na odległość stają się coraz powszechniejsze, a może nawet nieuniknione. Iwona, studentka IV roku stosunków międzynarodowych, jest tego doskonałym przykładem. – W maju zeszłego roku pomyślnie przeszłam rekrutację na stypendium Erasmus na Uniwersytecie w Bordeaux we Francji. Od kilku lat marzyłam o studiowaniu w tym pięknym kraju. Pomyślny wynik rekrutacji bardzo mnie ucieszył. Nie przypuszczałam jednak, że za miesiąc zwiążę się z Michałem, wtedy moim przyjacielem. Michał lubił podróżować (tak jak ja) i już od kwietnia miał zaplanowany sierpniowy wyjazd do Norwegii. Każde z nas decydowało się na pobyt za granicą, myśląc o sobie raczej jak o „singlu”. Wszystko skomplikowało się w czerwcu, kiedy zdecydowaliśmy się być razem – wspomina Iwona. Wydawałoby się, że taki związek, od początku skazany na nieustanną tęsknotę i brak bliskości drugiej osoby, nie ma szans na przetrwanie. Zwłaszcza że stypendia zagraniczne są dodatkową próbą. Fascynacja egzotycznym miejscem, nowi znajomi, nowe przyjaźnie i kilkaset kilometrów oddalenia – to tylko niektóre z zagrożeń czyhających na zakochanych. – Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, zwłaszcza na samym początku. Teraz się z tego śmiejemy i stwierdzamy, że jeśli przetrwaliśmy tyle miesięcy rozłąki, to poradzimy sobie ze wszystkim, co stanie nam na drodze – wyjaśnia Iwona. – Komunikowaliśmy się głównie przez Skype’a, potrafiliśmy rozmawiać godzinami. Wiadomo, nie zastąpiło to bezpośredniego kontaktu, ale dzięki temu mogliśmy poznać swoje wzajemne poglądy i historie całego życia.
Zagrożenie czy wzmocnienie?
Jak się okazuje długie rozłąki przynoszą często wiele korzyści.– Erasmus umocnił nasz związek. Decydując się na kilkumiesięczny wyjazd, musiałam być pewna, że chcę być z Michałem. Istotne było także wzajemne zaufanie. Nasze życie totalnie się w tym czasie różniło: ja studiowałam na IV roku na uczelni we Francji, on na V roku w Polsce. Mimo to, nie straciliśmy ze sobą kontaktu, wręcz przeciwnie, potrafiliśmy godzinami rozmawiać, a w trudnych chwilach wzajemnie się wspierać – tłumaczy Iwona. Jej zdaniem najtrudniejsza podczas całego pobytu we Francji była nieustająca tęsknota za ukochanym. Brak bezpośredniego kontaktu był bardzo ciężki do zniesienia. – Nie można bez końca rozmawiać z komputerem – mówi z uśmiechem. – Myślę, że o wiele gorzej byłoby, gdybyśmy sobie nie ufali, ale z tym nie mieliśmy na szczęście żadnego problemu.To prawda, że nic nie zastąpi rozmów z patrzeniem sobie prosto w oczy, czułych przytuleń czy choćby dotyku rąk. Jednak, jak widać, tęsknota może także wzmocnić uczucie. Związki na odległość dowodzą, że tysiące kilometrów są niczym w porównaniu do siły, która podobno potrafi góry przenosić.
Joanna Kapała