Precz z miłością na jeden dzień
Czternastego lutego na ulicach słodko i różowo: pluszowe misie, kwiaty i kartki z kiczowatym wierszykiem. Następnego dnia wszystko wraca do normy, jakby nic się nie wydarzyło. Czy to ma być wyraz tej niby wielkiej, prawdziwej miłości?
Podaruj walentynkę
Dzień świętego Walentego można potraktować różnie. Panowie widzą w nim praktyczne rozwiązanie, bo jest to ten jedyny i niepowtarzalny dzień, w którym bez skrępowania można powiedzieć „kocham”, a do tego każdy sklep oferuje coś kolorowego, idealnego na prezent. Natomiast panie przez tych kilka godzin mogą poczuć się jak prawdziwe gwiazdy Hollywood, adorowane pięknymi słowami i obsypywane prezentami. Każda zakochana para czuje się wyjątkowo, jakby ich miłość była tą jedyną i najlepszą.Niestety rzeczywistość pozbawiona jest tej słodyczy. Tak zwane „walentynki” to nie dzień poświęcony wielkim uczuciom, a raczej Gwiazdka, tylko bez choinki. Podstawą i celem są bezmyślne zakupy, którym przyświeca jedna zasada: prezent świadczy o uczuciu, więc musi być on jeszcze większy i jeszcze droższy.Ale, z drugiej strony, może ktoś lubi słodycz plastikowej miłości i widzi w niej ukryty sens, poza zyskiem galerii handlowych? Może właśnie tylko w ten jedyny dzień słowo „kocham” smakuje inaczej? Pytaniem, które każdy powinien sobie zadać, jest: czy to prawdziwa miłość, czy tylko zrealizowany schemat narzucony przez media, właścicieli kawiarni i wielkie markety? Nietrudno się w tym wszystkim pogubić, ale jest na to sposób – wystarczy przyjrzeć się, co będzie dalej. Czy miłosna atmosfera zagości na stałe, czy też uleci jak powietrze z balonu…
Początki zawsze są piękne
Anna i Piotr nie dość, że studiują razem ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim, to jeszcze są parą od niecałych dwóch lat. Wszystkie wolne chwile spędzają razem. Piotr żartobliwie mówi, że bardziej osaczony być nie mógł, a Anna i tak narzeka, że nie spędzają razem wystarczająco dużo czasu. Na trzecim roku studiów zdecydowali się zamieszkać razem. Rodzice nie byli tym zachwyceni, ale nie mogli nic na to poradzić. Anna i Piotr planowali już wspólną przyszłość, więc mieszkanie było pierwszym krokiem w tym kierunku. Do tego, ponieważ wynajęli kawalerkę, koszty utrzymania w Warszawie okazały się mniejsze. – Widzieliśmy w tym same plusy. Możemy się razem uczyć, wynajmowanie mniej nas kosztuje i poznajemy się lepiej – mówi Ania. Pierwsze tygodnie przypominały bajkę: Piotrek każdego ranka przynosił ciepłe bułeczki, a po zajęciach robił obiad. Do tego sprzątał mieszkanie i pomagał w robieniu prania. – Był bardzo opiekuńczy. Nie znałam go od tej strony. Widziałam, jak bardzo się dla mnie stara i czułam się, jakbym wygrała w totka – wspomina Anna. Później zapał Piotra nieco przygasł. Pieczywo kupował wieczorem, żeby rano już nie wstawać. Pomagał za to w kuchni. Po obiedzie obiecywał, że pozmywa naczynia, „ale później” i zasiadał przed telewizorem. – Coś ta nasza miłość zmieniła swoje oblicze. Taki pierwszy kryzys mieliśmy chyba w styczniu i właśnie wtedy Piotrek coś wspomniał o walentynkach. Mówił, że chciałby pokazać, jak bardzo mnie kocha, i dlatego przygotuje niespodziankę – opowiada Ania.
Bojkot wskazany
Nasze społeczeństwo pokochało i przyjęło z entuzjazmem nowe święto. Tylko nieliczni widzą w nim trywialne i niepotrzebne zwyczaje. Do tego grona można zaliczyć internetową akcję „Bojkotujmy walentynki”, która ma uświadamiać i pokazywać fałsz walentynek. Akcja zachęca do postawienia sobie pytania: „Czy twoja miłość jest prawdziwa?” Jeśli tak, to daj obiektowi swoich westchnień coś od siebie, a nie sięgaj po jakieś bezużyteczne serduszkowe gotowizny. Kochaj ją/jego przez cały rok i przez cały rok okazuj swą miłość – nie tylko prezentami, ale przede wszystkim czynami. Pamiętaj, że miłość wymaga poświęcenia czasu, energii, a niekiedy zdrowia. Ale jeśli będziemy chcieli dawać to wszystko, każdy dzień stanie się małą walentynką.
To taka „szybka miłość”
Piotr wstał rano tak, aby jej nie obudzić. Poszedł do sklepu i do kwiaciarni. Przygotował śniadanie i podał jej do łóżka. Na zajęciach z matematyki podsuwał jej karteczki z czułymi słówkami. – To było takie dziecinne, ale i romantyczne – przyznaje Ania. Gdy wyszli z uczelni, zabrał ją do małej kawiarni. Siedzieli ściśnięci wśród innych par, przy niewielkim stoliku z czerwonym obrusem i zapaloną świeczką. A w domu czekał na nią prezent: poduszka w kształcie serca z ich zdjęciem. Ania cieszyła się z „powrotu” ukochanego. Po kilku dniach, kiedy zrobiła już obiad i nastawiła pranie, zaczęła się zastanawiać, co takiego, poza tym dniem zakochanych, zmieniło się w ich związku. Oczywiście, próbowała jeszcze raz wzniecić w Piotrku żar miłości, jakim kilka dni wcześniej wyraźnie płonął. „Walentynki już były, więc nie rozumiem, o co ci chodzi” – odpowiadał na jej próby. – Skoro pokazał, że potrafi, to czemu nie robi tego częściej? Nie oczekuję kwiatów i wyjść do restauracji co wieczór, ale naprawdę widać, kiedy ktoś się stara. A czekać cały rok na to, aby przez jeden dzień być zauważoną, to chyba jakieś nieporozumienie – wyznaje Ania.
Zakochani siedzą w domach
Dzień świętego Walentego funkcjonuje w Polsce zaledwie od kilkunastu lat, a już zdobył wiernych fanów. CBOS w badaniu z 2005 roku zapytał Polaków, czy podoba im się zwyczaj obchodzenia Dnia Zakochanych. 33 % respondentów zdecydowanie poparło nowe święto, a 41 % odniosło się do niego pozytywnie. Według socjologów z każdym kolejnym rokiem poparcie dla walentynek rośnie. Powodem jest kultura masowa, która w coraz to efektywniejszy sposób przypomina o nowym zwyczaju. Mimo to, badania CBOS odkryły pewną ciekawą zależność: w grupach, w których odsetek zakochanych jest największy, jednocześnie najmniej osób aprobuje zwyczaj świętowania w tym dniu. Według analityków prawdziwie zakochani postrzegają walentynki jako sztuczne święto, które z miłością niewiele ma wspólnego.
Tomasz Zdunek